• Wszystko o akordeonie

  • Wywiady

  • Relacje z koncertów

  • Recenzje płyt

  • Sprzęt

Polski Portal Akordeonowy

akordeon.pl

ROZPRAWA NA TEMAT AKORDEONU

12.02.2011r.

   Piotr Kostrzębski: Chciałbym Serdecznie podziękować Ci za to, że zgodziłeś się udzielić wywiadu dla Polskiego Portalu Akordeonowego, którego de facto jesteś członkiem. Prywatnie, o czym należy wspomnieć jesteśmy ,,internetowymi kumplami" co z pewnością niebawem się zmieni. Postanowiłem wybrać Ciebie jako osobę, z którą chciałbym przeprowadzić rozmowę na temat akordeonu, gdyż uważam, że jako osoba wykształcona w tym kierunku masz wiele do powiedzenia w tym temacie a wykorzystując to, że na swój sposób znam Cię, dodatkowo sądzę, że masz to coś, do czego każdy muzyk powinien dążyć- skromność.

Początek

Czytelnicy z pewnością chcieli by dowiedzieć się jak wyglądał Twój początek przygody z akordeonem, czy wiążą się z tym jakieś rodzinne tradycje, czy jesteś pierwszym w rodzinie akordeonistą?

Maksymilian Pelczarski: Piotrze! Bardzo dziękuję za zaproszenie mnie do udzielenia wywiadu. Czuję się zaszczycony mogąc opowiadać Tobie o ważnych dla mnie rzeczach.

Przygoda z akordeonem zaczęła się na ławeczce przed domem, gdy zobaczyłem jak mój Tato pojawił się po powrocie z ZSRR obładowany jak święty mikołaj. Niósł między pakunkami małą czarną walizeczkę oznajmiając, że jest dla mnie i brata. W środku było dziwne urządzenie jak dla 6-cio i 5-cio latka. Pachniało obco, nowością i wyglądało równie interesująco jak UFO. W domu zrobiło się trochę hałaśliwie, bo zaczęliśmy próbować grać na tym urządzeniu, jak się okazało akordeonie. To było na tyle wciągające, że przemieszczaliśmy się z pokoju do kuchni i na balkon. Tato nucąc uczył nas ulubionej piosenki z wojska "Szara Piechota" a my próbowaliśmy żeby z instrumentu wydobyło się to samo. Oprócz akordeonu jaki przywiózł w naszych rękach znalazła się pozytywka odgrywająca melodię poloneza "Pożegnanie Ojczyzny", która też została przełożona na klawisze małego (14-sto basowego) akordeonu. Mama wolała melodie kościelne, ale okazały się nudne. Akordeon został uznany za naszego przyjaciela i dostaliśmy pozwolenie, aby wychodzić przed klatkę schodową i grać na ławeczce tak, żeby się podobało i nikomu nie przeszkadzać. Starsi koledzy podchodzili i pytali czy znamy inne melodie nucąc nam ich fragmenty albo recytując sam tekst. Pierwsze pytanie było o Perfect "Autobiografia" zadane przez Cezara naszego starszego sąsiada.

Tak odkrywaliśmy, że jest dużo melodii i trzeba po nie wyruszać dalej niż na ławeczkę przed blokiem. Podróżowaliśmy w umówione z rodzicami miejsca coraz dalej, najdalej 100m od domu. Ważnym krokiem dla mnie było, otrzymanie zaproszenia od kolegi Ryśka do jego domu, który słysząc mnie, młodego pasjonata, pokazał inny akordeon mówiąc o nim "Osiemdziesiątka". To był olbrzymi akordeon którego nie byłem w stanie utrzymać długo i nie widziałem z poza niego nic, bo zasłaniał mi świat swoimi gabarytami. Rysiek zagrał parę melodyjek próbując nauczyć mnie ich ze słuchu.

Mama zauważyła, że bardzo interesuje mnie akordeon i muzykowanie. Odwiedziliśmy z akordeonem dziadków na imieninach, czyli zjeździe rodzinnym, gdzie prawie ze łzami w oczach pożyczyłem "mój" akordeon wójkowi Henrykowi, który zagrał ludową melodię ochrzczoną przez nas "Melodia Henryka". Takich historyjek, zdarzało mi się coraz więcej. To co można było nauczyć się ze słuchu na osiedlu Błonie w Sanoku stało się niewystarczające i osłabiało mój zapał. Mama zapytała, czy chcemy zobaczyć szkołę muzyczną i zobaczyć jak tam jest. Brat postanowił, że może pójdzie za rok natomiast ja dałem się namówić od razu. Trafiłem do mgr Andrzeja Smolika, który uznał, że się nadaję do szkoły i zaprosił mnie na rozpoczęcie roku szkolnego w PSM 1st. w Sanoku.

Nawiążę do początku przygody, który zainicjował mój Tato. Zadzwoniłem specjalnie do niego zapytać skąd jest ten akordeon i okazało się, że kupiony był jako prezent zabawka dla mnie i brata w miejscowości Kantimirovka bądź Boguczar znajdujących się obecnie na terenie Rosji. Wtedy droga powrotna do Polski zajmowała 3-dni (!) zaś bagaże każdy samodzielnie musiał pakować do samolotu. Wymagało to więc dużo wysiłku . Dziękuję Tato!

 

Piotr Kostrzębski: Czyli jakiś tradycji akordeonowych raczej nie wykryłeś w swojej rodzinie? Jesteś osobą wykształconą, choć sam nie lubisz o sobie mawiać ,, magister sztuki”. Jest to tytuł naukowy, który wielu czytelników i użytkowników naszego serwisu chciałoby mieć tym bardziej być magistrem sztuki w dziedzinie akordeonu. Dlaczego starasz się odchodzić od tego tytułu, który z pewnością ciężką pracą osiągnąłeś?

Większość muzyków kończących wyższe uczelnie muzyczne wręcz rośnie jak słyszy taki tytuł, spotkałem kiedyś również opinie, że muzycy po szkołach muzycznych a zwłaszcza po studiach to kolokwialnie mówiąc,, sztywniaki” i ludzie zadufani w swoim wykształceniu. Rozumiem, że jesteś osobą skromną i nie lubisz o tym mówić jednak wielokrotnie podczas naszych prywatnych rozmów mawiałeś, że nie lubisz tego tytułu, czy dla Ciebie posiadanie takiego wykształcenia jest powodem do dumy czy jest czymś zbędnym, że tak to traktujesz?

Maksymilian Pelczarski: Uzupełnię pierwszą część pytania o akordeonowe tradycje rodzinne. Zadzwoniłem w tej sprawie do mojego dziadka Kazimierza Gaworeckiego i zapytałem o muzyków w rodzinie. Okazało się, że mój pra pra dziadek Michał Niedzielski grał na skrzypcach zawodowo - trudno powiedzieć coś więcej, gdyż to wszystko przekaz ustny od mojej prababci Wiktorii Gaworeckiej, która również grała na skrzypcach – jak powiedział mój dziadek „przygrywała na skrzypcach swojemu tacie”. Mój ojciec również próbował swoich sił jako mały chłopak ale powiedział, że nie bardzo mu to wychodziło bez pomocnika. Moja prababcia Aniela wywodziła się z muzycznej rodziny Wojtoni których potomkinię , Magdalenę poznałem chodząc do Liceum Muzycznego w Krośnie (w tej samej klasie). Ja nie miałem więc bezpośrednio styczności z akordeonistą z rodziny, więc jesteśmy pierwsi z bratem, którzy bardzo się zainteresowaliśmy akordeonem.

Tytuł naukowy

Piotrze, prawdą jest, że nie posługuję się niemal wcale tytułem zdobytym na uczelni. Muszę oczywiście wytłumaczyć, swój jak się okazuje nietypowy stosunek do niego. Zdając na studia myślałem o rozwinięciu umiejętności gry, poznawaniu nowych utworów i muzykowaniu a nie o zdobyciu tytułu. Traktowałem go raczej jako formalną część, na którą każdy kończący edukację student jest skazany. Śmieszy mnie po dziś dzień ironia losu, że pierwszą osobą jaka zapytała mnie o wykształcenie był major w Wojskowej Komendzie Uzupełnień. Wtedy tytuł mi się przydał, gdyż ominęło mnie dłuższe i z pewnością cięższe Zasadnicze Przeszkolenie Wojskowe. Dzięki tytułowi trafiłem do Szkoły Podchorążych Rezerwy na Długotrwałe Przeszkolenie Wojskowe.

Niektórzy muzycy z którymi grywałem oraz odbiorcy, często traktowali mnie ze wzmożoną ostrożnością, gdy wymieniałem swój tytuł. Spotykałem się często z ludźmi, którzy jak się okazało mieli przykre doświadczenia z tymi "magistrami", którzy wykorzystywali tytuły do pokazania swojej wyższości. Wiązało się to najczęściej ośmieszeniem mniej wykształconych. Niestety miłośnicy muzyki i sami muzycy na długo zapamiętują takie zdarzenia.

Myślę, że bezpowrotnie minęły już czasy, gdzie jednoznacznie tytuł kojarzony był z mądrością a zwracanie się do kogoś "Panie magistrze" oznaczało jednoznacznie szacunek do tej osoby. Piotrze mógłbym mnożyć sytuacje, które spowodowały, że nie lubię używać tytułu jednak nie do końca prawda, że ten tytuł odszedł w zapomnienie. Myślę, że sam w sobie nie świadczy o niczym więcej niż ukończeniu studiów. Zdecydowanie wolę gdy zwracasz się do mnie po imieniu. Jestem ciekawy, co Ty sądzisz tytule magistra?

 

Piotr Kostrzębski : Cóż do tematu tego podchodzę podobnie jak Ty- dla mnie to tylko forma jakby oznaczenia, że ukończyło się jakąś szkołę. Bycie znakomitym magistrem, doktorem czy profesorem, a bycie dosłownie nadętym i zadufanym w sobie człowiekiem, który widzi w swoich umiejętnościach ideał to dla mnie wręcz godzi w naukę, którą kończył, powiem inaczej- taki człowiek hańbi naukę, której posiada taki tytuł. Nie oznacza to rzecz jasna, że każda osoba z wyższym wykształceniem taka jest, przedstawiłem jedynie tendencję do tego, że ludzie tacy często zapominają, że wcześniej byli ,,zwykłymi” ludźmi bez tych wszystkich tytułów. W Tobie podoba mi się to, że o tym nie zapominasz i dalej brniesz w tym kierunku.

Chciałbym teraz skupić się na Twoim repertuarze i sposobie gry. Dużo akordeonistów, którzy ukończyli wyższe uczelnie odchodzi w zupełności od gry utworów pospolitych, mowa tu o biesiadzie, muzyce rozrywkowej czy też nawet disco polo. Usilnie starają się odchodzić od tego wzorca akordeonu, wzorca ludowo – biesiadnego, czy też chałturniczego.

Muzyka rozrywkowa

Ty natomiast wyspecjalizowałeś się w muzyce rozrywkowej, lubisz to grać. Jak Ty tę muzykę odbierasz, nie mówię tu o disco polo, gdyż do tego jeszcze przejdziemy, ale jak odbierasz muzykę rozrywkową graną na akordeonie, czy akordeon pasuje do tego, czy też powinniśmy- my jako portal niwelować to oblicze naszego instrumentu?

Maksymilian Pelczarski: Lubię grać rozrywkę, ponieważ największą przyjemnością dla mnie jest widok zadowolonej uśmiechniętej publiczności. Łatwiej jest zadowolić odbiorców rozrywki, bo oni przychodzą po to, by się bawić przy dźwiękach a nie tylko słuchać. Za każdym razem, gdy udaje się „rozerwać ludożerkę” spragnioną zabawy wiem, że to było dobrze zrobione. W rozrywce utwory nie muszą być sztuką i wystarczy, że podobają się publiczności. Zawsze jednak staram się przemycić jak najwięcej muzyki nawet na zwykłej zabawie, aby obudzić tym znajdujące się tam wygłodniałe muzycznie osoby.

Akordeon jest niesamowicie uniwersalnym instrumentem muzycznym. Zdarza mi się jechać prosto z sali teatralnej na wesele czy koncert awangardowej muzyki z akordeonem. Myślę, że jedynie od wykonawcy zależy, gdzie chce go użyć. Często słyszy się, że akordeon wchodzi na rynek rozrywki i przeżywa renesans. Uważam, że to żadne odkrycie, bo od dawna ma w niej swoje miejsce.

Niestety są jeszcze ogromne trudności z nagłaśnianiem tego instrumentu, co hamuje jego potencjał szczególnie na imprezach masowych. Liczę, że producentom nagłośnienia uda się sprostać wszystkim problemom i pojawi się jakaś sensowna oferta dla akordeonistów grających nawet na huczących scenach. Dla zainteresowanych podpowiem, że największą trudność stanowi nagłośnienie manuału basowego (tzw. lewej ręki) oraz fakt, że to cichy instrument w stosunku np. do wzmacniaczy gitarowych czy zestawu perkusyjnego.

Wyrażę jeszcze krótko swoje zdanie o tych akordeonistach usilnie odcinających się od każdego gatunku muzyki na tzw. niskim poziomie. Chodzi mi o klasyfikowanie przez nich gatunków lepszych i gorszych: „Nikt nie jest doskonały”

Disco Polo na akordeonie

Piotr Kostrzębski : Doskonale według mnie to ująłeś rozrywka jest po to by bawić a nie po to by wyrażać jakieś głębsze emocje. Przyznam, że od pewnego czasu interesuje mnie kwestia jednego tematu. My- muzycy a Ty szczególnie- muzyk zawodowy z pewnością nieraz byłeś proszony lub zapraszany na imprezy gdzie trzeba było grać muzykę disco polo. Krążą na temat tej muzyki różne opinie- niektórzy uważają, że muzyką to nie jest jeszcze inni, że nie powinno się tego w ogóle grać itp.

Wielu muzyków zwłaszcza tych z wykształceniem muzycznym, często po II stopniu nie chce tego grać, uważając, że w pewnym stopniu godzi w ich artyzm. Według Ciebie, chciałbym poznać przyznam opinię Twoją jako muzyka, z perspektywy muzycznej co sądzisz na temat muzyki disco polo granej na akordeonie i nie tylko, czy to aż tak ,,zła muzyka” by oddalać od tego nasz instrument? Pomińmy fakt subiektywnej oceny- czy ta muzyka Ci się podoba czy nie. Z pewnością wywiad ten czytać będą uczniowie szkół muzycznych, samoucy jakie masz zdanie na ten temat?

Maksymilian Pelczarski: Disco polo jest gatunkiem muzyki rozrywkowej, stworzonej na podobieństwo Italo Disco i jest oparta na instrumentach elektronicznych. Kiedyś zarażony byłem negatywną opinią o tym gatunku. Przyglądając się historii tego gatunku, okazuje się jednak, że dało nieźle popalić muzyce pop i bardzo wielu innym gatunkom. Myślę, że istota disco polo polega na prostym przekazie jaki w sobie niesie i co z tego wynika, łatwego odbioru.

Wiele złego dla disco polo wyrządzili amatorzy wykonawcy, jej kompozytorzy i producenci przez wpuszczanie na rynek produktów jakościowo słabych, co po dziś dzień się odbija na całości gatunku. Wielu ludzi do dzisiaj jest uprzedzonych do disco polo. Słyszę często o organizatorach imprez, parach młodych, agentach itp. zabraniających grać kategorycznie utwory disco polo. Tworzą oni czarne listy piosenek i gatunków zakazanych choć w praktyce często jest się inaczej.

Na szczęście disco polo wywołuje coraz rzadziej oburzenie i znikają uprzedzenia nawet pośród wielkich przeciwników. Według mnie przekaz disco polo jest pozytywny i z pewnością sam w sobie nie szkodzi bezpośrednio muzyce i muzykom. Nie wiem co odpowiedzieć na temat swojego grania, bo nie do końca była by to prawda, że gram disco polo na akordeonie. Znam kilka tematów, które byłbym w stanie wykonać, ale wiadomo, że potrzebny jest do tego bardzo sprawny zespół lub automaty odtwarzające specyficzny mechaniczny podkład. Słyszałem zespoły zmagające się z graniem w 100%-ach na żywo disco polo, lecz tylko nielicznym można pozazdrościć końcowego efektu. Większość takich produkcji powstawała przecież na sekwencerach i modułach dźwiękowych, co dawało możliwość wstawienia do kompozycji niespotykaną ilość dźwięków i barw, nie możliwą (nie opłacalną) do wykonywania przez ludzi. Niektóre z utworów to wręcz różnorodna sałatka barw elektronicznych i efektów dźwiękowych. Na naszym instrumencie akordeonie można wykonać z powodzeniem zwrotki, refreny czy zagrywki. Niektóre mogą okazać się skomplikowane, trudne do nauczenia a tym samym mogą stać się elementem doskonalenia techniki własnej gry.

Bardzo często utwory disco polo bazują na tematach muzyki ludowej, więc łatwo je przyswoić. Na akordeonie można z pewnością trenować naśladowanie automatów, arpegiatorów i innych zabawek muzyki elektronicznej, więc dla samej wprawy można nauczyć się słuchu kilku tematów. Granie na akordeonie mechanicznych tematów nie zaszkodzi a wręcz może rozwinąć.

Akordeon na tle innych instrumentów

Piotr Kostrzębski : Czyli jak rozumiem nie gardzisz taką muzyką. A powiedz mi dlaczego według Ciebie akordeon w Polsce jest tak mało znany, co powoduje, że stoi on na uboczu względem skrzypiec, pianina, gitary?

Maksymilian Pelczarski: Nie uważam, że akordeon stoi na uboczu innych instrumentów. Na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat akordeon wygospodarował swoje miejsce na uczelniach wyższych. Należy powiedzieć tutaj o tzw. muzyce i kompozytorach muzyki współczesnej, która choć nie jest łatwa w odbiorze i wykonaniu, dała dowody naukowemu światu muzycznemu, że akordeonistyka to nie żarty, tylko profesja. Ja, aby ukończyć studia musiałem grać utwory muzyki współczesnej i co by nie mówić na temat emocji jakie potrafią budzić oraz ogromnego wysiłku jaki należy włożyć by je wykonywać, to one przetarły szlaki i były dowodem świetności akordeonu w świecie nauki.

Akordeon stoi na uboczu ale raczej w muzyce rozrywkowej. Istnieje pewien stereotyp postrzegania tego instrumentu, jego brzmienia i przeznaczenia. Jestem pewien, że zmieni się to bardzo szybko ponieważ potencjał tego instrumentu w rozrywce jest dopiero nieznacznie odkryty. Każdy laik z którym rozmawia się o akordeonie wymienia słowa: wesele, harmonia, zabawa, muzykant będąc święcie przekonanym, że to wyczerpany temat o zastosowaniu akordeonu. Wystarczy jednak wpisać słowo akordeon w wyszukiwarkę internetową, aby dostrzec inaczej to, co można z tym instrumentem robić. Bolączką, szczególnie w rozrywce, jest niepoprawne nagłaśnianie tego instrumentu a przede wszystkim nieznajomość jego zasady działania np. podstawowe sprawy: - skąd wylatuje dźwięk lub o tym, że jedynie producent akordeonu decyduje o barwie dźwięku (za którą zresztą słono trzeba zapłacić). Jesteśmy obecnie dyskwalifikowani na scenie przez to, że transmitowany dźwięk jest za cichy, albo zmieniony (czytaj zniszczony). Myślę, że to tworzy pole do popisu dla firm i producentów nagłośnienia aby wymyślić wreszcie skuteczną metodę transmisji dźwięku akordeonu. Studia nagraniowe również nie grzeszą wiedzą o rejestracji dźwięku akordeonu, ale są o wiele bliższe prawdy w stosunku do tzw. dużych scen na których panuje przeważnie hałas i brak możliwości muzykowania.

W szkołach muzycznych często piętnuje się granie tzw. chałtur. Mówi się tam: „będziesz grał jak chałturnik, zniszczysz sobie, aparat, dźwięk”. Analogicznie jest poza szkołami, gdzie mówi się: „jesteś zmanierowany szkołą i po niej, to już nie zagrasz normalnie”. Sądzę , że te niesłuszne założenia, powodują samoistne spychanie się akordeonistów na ubocze, a wręcz przepaść zakłamania.

Piotrze. Niedawno odkryłeś przede mną kolejną ważną rzecz, która zostaje niezauważona w naszym kraju i chciałbym abyś uzupełnił temat o osobach niepełnosprawnych, które są dyskwalifikowane w gronie muzyków. Często zdolności jakie posiadają te osoby są cennym spoiwem akordeonistyki. Sądzę, że to właśnie oni, sprawni inaczej są najbardziej zepchnięci na ubocze, a nie sam akordeon wobec innych instrumentów.

 

Piotr Kostrzębski : Według mnie trafiłeś w sedno sprawy. Nie można zmieniać oblicza akordeonu niwelując czy też negując jego pochodzenie, a pochodzenie akordeonu to właśnie rozrywka, biesiada i ludowość.

Problemy osób niepełnosprawnych

Co do kwestii ostatniej, którą poruszyłeś. Wypowiem się jako student fizjoterapii i przyszły fizjoterapeuta- pewne dysfunkcje fakt uniemożliwiają grę i rozwój muzyczny dzieci czy też dorosłych. Do schorzeń takich zaliczyć można przykrą przypadłość- zespół cieśni nadgarstka czy coraz rzadziej spotykany zespół lub też przykurcz Dupuytrena kiedy to anomalie anatomiczne aparatu ruchu a stricte mówiąc ręki uniemożliwiają precyzyjne ruchy a tym samym grę. Ale przyjmijmy sytuację, kiedy to do szkoły muzycznej chce zdawać dziecko z dysleksją, dysgrafią oraz spastyką dłoni. Spastyka to nic innego jak wzmożone napięcie mięśni ( bardzo upraszczając i nie rozwodząc się medycznie). Idzie taki maluch na egzamin wstępny do szkoły muzycznej i dostaje polecenie- podnieś piłeczkę pierwszym, drugim, piątym palcem, zaśpiewaj melodię, zaklaszcz. Efekt- dziecko nie wykona tego, co skutkuje zazwyczaj nie przyjęciem do szkoły muzycznej.

Ktoś może powiedzieć- po co takie dziecko przyjmować jak i tak muzyka z niego nie będzie. Tutaj bym dyskutował, gdyż muzyka jest również formą terapii. Ta dziedzina muzyki prężnie się rozwija o czym świadczy chodźmy otwarcie kierunku Muzykoterapia na Akademii Muzycznej w Łodzi. Muzyka nie tylko leczy poprzez relaks- jest taki utarty stereotyp, że muzykoterapia to tylko słuchanie muzyki relaksacyjnej i praca nad oddechem. Nic bardziej mylnego, muzykoterapia to wzmożona praca całego organizmu przy wykorzystaniu dźwięków a nawet samych instrumentów. Dam przykład, kiedyś udzielałem prywatnych lekcji gry na akordeonie. Trafił mi się chłopczyk, który miał dysleksję, dysgrafię i w dodatku bardzo napięte mięśnie ręki. Przyznam, że pomyślałem- Boże czego ja go nauczę- ale zaryzykowałem. Po paru miesiącach gry o dziwo ręka się rozluźniła, koordynacja ruchowa również się poprawiła. Żałuję, że nie mogłem go dalej uczyć z racji braku czasu ale jestem pewien, że gdybym jeszcze nad chłopakiem posiedział z pół roku albo może i rok chłopiec byłby w stanie iść do szkoły muzycznej.

Jest wiele jednostek chorobowych, w których muzyka a w szczególności akordeon jest pomocny. Akordeon łączy w sobie siłę, koordynację ale również i delikatność. Z jednej strony musisz mieć krzepę w lewej ręce by móc miechem ruszać a z drugiej strony musisz mieć wyczulone palce w prawej dłoni i również lewej by nie uderzać mocno w guziki czy też klawisze. Medycznie- akordeon łączy wszystkie cechy sprawnego mięśnia- mięsień zdrowy musi być zdolny do silnego skurczu, skoordynowanego rozkurczu a także do powolnego, precyzyjnego ruchu poprzez skurcz odpowiednich mięśni. Nie słyszałem o badaniach na ten temat ale kto wie może sam napisze w przyszłości pracę doktorską na temat- wpływ akordeonu na rehabilitację osób z wadami dłoni i aparatu ruchu. (śmiech).

A Ty jakie odnosisz wrażenie, akordeon jest w stanie pomóc ludziom np. w różnych chorobach w jakiś sposób, nie zapominajmy, że poprawa samopoczucia to też forma rehabilitacji?

Maksymilian Pelczarski: Podzielam Twoje zdanie o tym, że akordeon może być narzędziem rehabilitacji. Już poprzez odpowiedni dobór repertuaru można spowodować poprawę nastroju u słuchacza. Podam przykład z pewnych poprawin 25-ciolecia ślubu. Łzy szczęścia popłynęły jubilatowi, który zobaczył uśmiechniętego i szczęśliwego wiekowego już ojca, bo wykonany utwór na zamówienie trafił do serca. Dowiedziałem się później, że ojciec cieszył się po raz pierwszy od bardzo wielu lat. Poprawił mu się nastrój a to z kolei wyzwoliło u syna nieopisaną radość. Nasunęła mi się potem myśl, by uczyć się dociekać pragnień ludzkich związanych z akordeonem i repertuarem. Nauczyć się odróżniać je jak najlepiej od wymysłów i zachcianek, których żądają przeważnie odbiorcy sprawdzający w ten sposób zdolności i poziom instrumentalisty lub po prostu kaprysząc (większość przypadków).

Wiem, że obcowanie z instrumentem na kolanach i samo badanie go, może dać frajdę i oderwać na długi czas od szarej rzeczywistości. Sam uważam, że gra na akordeonie rozwija nie tylko muzykalność, ale także ciało i ducha. Należy powiedzieć, że to wyjątkowo trudny instrument, bo wymaga uniezależnienia od siebie wielu części ciała, wymuszając na grającym rozwijanie podzielności uwagi nie zależnie od stopnia zaawansowania muzycznego. Słyszałem od nauczycieli wielokrotnie zdanie: „skoro mówisz, że to proste to zagraj”, które to zdanie uświadamiało, że moja muzyczna głowa prześcignęła umiejętności fizyczne. Inaczej mówiąc pomysły bądź utwory, wydające się oczywiste i proste dla umysłu (brzmiące już w głowie), wymagały ćwiczeń uniezależniających części ciała. Przykład to ćwiczenie rytmiczne zwane pod nazwą „dwójki na trójki”, gdzie chyba każdy początkujący doświadczył czym jest uzależnianie od siebie części ciała. Wiem, że niektóre schorzenia nie pozwalają na niezależne poruszanie palcami i choć nie jestem specjalistą wiem, że takie bariery można przezwyciężać – na pewno trzeba próbować. Sądzę, że akordeon może się bardzo przydać do samego pokonywania barier. Nie służy on przecież wyłącznie do robienia muzycznej kariery. Nie jest też wyłącznie narzędziem do ścigania się na konkursach. Jestem przekonany, że także akordeon należy zaliczyć do narzędzi rehabilitacji i liczę, że będzie się o tym mówić głośno i otwarcie w szkołach muzycznych. Liczę też, że ta gałąź rehabilitacji rozwinie się wystarczająco, by każdy mógł tego spróbować.

 

Piotr Kostrzębski : To wspaniałe co mówisz, czyli jednak nie myliłem się idąc tym tropem. Ja uważam, że my - akordeoniści jesteśmy jeszcze w niszy, którą trzeba zapełnić. A powinno nam być łatwiej, gdyż przed nami nikt tego nie robił jeszcze, nie mamy się z kim ścigać.

Muzyka współczesna

Podczas rozmowy z Tobą przyszła mi na myśl pewna kwestia, która mnie nurtuje. Kiedyś od pewnego muzyka, pozwól, że nazwiska wymieniać nie będę usłyszałem stwierdzenie, że muzyka współczesna zabija i na pewien sposób przysłania prawdziwą muzykę (melodię). Ucho przeciętnego słuchacza nastawione jest na łatwy przekaz, kiedy wychodzisz z akordeonem i zagrasz Caprice no. 2 S.O.S. Semionova większość słuchaczy nie zrozumie tego i powie- co ten akordeonista gra.

Czy według Ciebie jako muzyka i zawodowego akordeonistę przytłacza ten rodzaj muzyki? Może wyjaśnij czytelnikom, którzy nie wiedzą- czym jest ta kontrowersyjna muzyka współczesna grana na akordeonie, czym ona się różni od tej rozrywkowej lub klasycznej?

Maksymilian Pelczarski: Wystarczy zrozumieć, co oznaczają słowa: gatunek muzyczny, melodia i muzyka, aby określić wypowiedź naszego anonima jako wieloznaczną. Domyślam się, że znaczenie muzyka współczesna użyte powyżej, może obejmować między innymi dodekafonię, serializm, punktualizm, itd. czyli bardzo wiele gatunków muzycznych, które nie mają systemu dur moll. Z pewnością nie są to gatunki przyswajalne dla szerokiego grona odbiorców, ponieważ zawierają przede wszystkim dysonanse. Zdecydowana większość ludzi przyzwyczajona do konsonansów i starego systemu dur-moll odbierze dysonanse jako fałszowanie, czyli błędy wykonawcze. Te gatunki muzyki współczesnej mogą budzić kontrowersję, bo dla większości odbiorców są po prostu brzydkie.

Studiowałem wybrane utwory z wspomnianych gatunków muzyki współczesnej i muszę stwierdzić, że się nimi „przejadłem” jako wykonawca i słuchacz. Na studiach jest tego naprawdę dużo. Myślę, że nasz anonimowy rozmówca mówiący: „muzyka współczesna zabija i na pewien sposób przysłania prawdziwą muzykę (melodię)” - wyraził swoje zdanie nie precyzując o co tak naprawdę chodzi. Spektakularne jest też mówienie o różnicach między rozrywką lub klasyką a kontrowersyjną muzyką współczesną. Zauważmy, że muzyka współczesna obejmuje gatunki muzyki rozrywkowej. Muzyka klasyczna była i jest po części muzyką rozrywkową. Kontrowersyjna muzyka współczesna może opierać się na klasyce.

Caprice no. 2 S.O.S.

A propos utworu V. Semionova - Caprice no. 2 S.O.S. To utwór, który można zrozumieć dopiero po podaniu informacji o czym opowiada. Każdy pewnie słyszał o tragedii, jaka wydarzyła się na okręcie atomowym K-141 Kursk. Nie wyobrażam sobie opisywać tego, co tam się stało innymi dźwiękami na akordeonie niż właśnie tymi strasznymi, mrocznymi. Kompozytorzy, często chcą upamiętniać takie właśnie rzeczy, za pomocą tych nieprzyjemnych dysonujących dźwięków. Muzyką klasyczną czy rozrywkowymi gatunkami opowiadającymi często o wesołych a wręcz błahych sprawach, nie da się w takim stopniu wyrazić okropności i strasznych emocji. Gratuluję kompozytorom uzyskania tego efektu i życzę, natchnienia do pisania utworów, będących katalizatorem takich doznań.

 

Piotr Kostrzębski : Odpowiedziałeś bardzo profesjonalnie, innymi słowy podsumowując ten temat można powiedzieć, że muzyka to nie tylko system skal durowych i mollowych, jakie ucho przeciętnego słuchacza słyszy lecz muzyką jest wszystko- stuknięcie, gwizd, uderzenie, wszystko to co wydaje dźwięk, oczywiście jeżeli zbierze się to w pewną całość wówczas będzie to utworem muzycznym.

Tylko tak jak powiedziałeś, muzyka taka ma swoje wąskie grono słuchaczy, jednak jest potrzebna. W sumie dobrze, że akordeon staje się takim nazwę to dość śmiesznie ,,królewiczem” tej muzyki, gdyż na uczelniach wyższych i powoli nawet w szkołach muzycznych II stopnia ta muzyka zaczyna dominować w klasach akordeonu.

Matka dziedziny muzyki

Dużo u nas na Forum, którego jesteś uczestnikiem rozmawia się na temat muzyki klasycznej. Często odbywają się też spory- jedni uważają, że muzyka klasyczna to matka całej muzyki a inni, że muzyka ludowa, jeszcze inni mawiają, że pierwszy był dźwięk etc. Nie pytam się Ciebie, co było pierwsze- dźwięk czy nuta gdyż chyba każdy może sobie odpowiedzieć na to pytanie, jednak jak Ty sądzisz- muzyka klasyczna jest rzeczywiście matką całej dziedziny nauki, którą uprawiamy, czy może muzyka ludowa a może masz jeszcze inne typy?

Maksymilian Pelczarski: Klasyka, uściślijmy muzyka klasycyzmu, powstała w okresie następującym po innych np. baroku, renesansie. Historia muzyki ma dużo zagadek typu "co jest po czym". Ja sam nie jestem muzykologiem ale wiem, że byłoby bzdurą mówienie, że klasyka jest matką całej muzyki z racji choćby jej stosunkowo młodego wieku. Moja prywatna teoria jest taka, że muzyka miała początek wraz z narodzeniem się świadomości, że za jej pomocą można coś wyrażać. Traktuję muzykę jako sztukę wyrażania się dźwiękiem i nie zaliczam do niej wszystkich odgłosów jakie odbiera ucho.

Edukacja

Piotr Kostrzębski : Jako, że nasza rozmowa jest ,,Rozprawą na temat akordeonu” i rozważaniem na temat jego przeszłości, przyszłości i przede wszystkim przydatności chciałbym poruszyć jedną ważną sprawę a mianowicie kwestię edukacji. W Polsce akordeon od niedawna jest znany z profesjonalnego oblicza w sumie niedawno został podciągnięty do rangi instrumentów klasycznych. Ma przecież swój wydział na uczelniach muzycznych. Profesorowie, nauczyciele tej pięknej sztuki- akordeonistyki po dzień dzisiejszy starają się wypracować najlepszy sposób nauki gry. Jest to ciężkie, bo trzeba uczyć tak, by nie zniechęcić młodzieńca (przyjmijmy, że tacy zaczynają naukę) do gry. Niektóre szkoły przyjmują system nagród- ćwiczysz etiudy i ćwiczenia a w nagrodę dostajesz utwór, jeszcze inni uczą gry na konkretnych utworach a jeszcze inni łączą te dwa systemy. Wiem, że edukacją się nie zajmujesz, jednak jesteś osobą wykształconą w tym kierunku i znasz różne systemy nauki, przekonania odnośnie tego instrumentu.

Chciałbym abyś przekazał czytelnikom swoją subiektywną ocenę, może swój subiektywnie najlepszy system nauki gry na akordeonie. W którym kierunku powinna się rozwijać tym samym akordeonistyka, czy akordeon powinien korzystać z nowości technicznych i przede wszystkim wykorzystywać Internet do tego by dotrzeć, do praktycznie każdego? Kolejne pytanie, które łączy się z poprzednim to- jak otworzyć Internet na młodzież, jak zainteresować innych tym instrumentem? Ale zacznijmy może od edukacji…

Maksymilian Pelczarski: Trudno jest określić, który sposób edukowania na akordeonie jest najlepszy i czy jest pośród nich najbardziej uniwersalny. Ja miałem trzech nauczycieli akordeonu. Każdy nauczył mnie czegoś innego i za pomocą innych metod. Rozmyślając po latach muszę przyznać, że metody narzucane przez system edukacji musiały być bardzo korygowane przez nich, inaczej nie pasowałyby one do mnie. Nazywam to ich sercem włożonym w moją edukację i za to im dziękuję.

Edukacja musi pozostawiać furtki dla ludzi twórczych, więc uniwersalność w nauczaniu musi zachować dystans między tym czego należy nauczyć, co trzeba znać, ile należy ćwiczyć, ile trzeba znać a tzw. „zaleceniami z góry”. Umysł muzyczny to nie twardy dysk komputera tylko coś wrażliwego i niezbadanego. Wyedukować można mistrzowsko grających akordeonistów za pomocą różnych metod. Edukacja muzyczna na akordeonie może mieć więc bardzo wiele postaci.

A propos nowinek technicznych, które mogą pomóc w nauczaniu. Bardzo dużo dowiaduję się właśnie z internetu o akordeonie, akordeonistach, literaturze, miłośnikach, klubach. Oglądam filmy, dyskutuję na forum z kolegami i zupełnie nieznajomymi. Mogę też porównać siebie do innych akordeonistów i obiektywnie ocenić. Jest to dla mnie kopalnia wiedzy, o której jeszcze na studiach mi się nie śniło. Zachęcam innych do internetowych poszukiwań. Przestrzegam jednocześnie przed możliwością utraty wzroku, szczególnie tych rządnych wiedzy i siedzących zbyt blisko monitora.

Muszę napisać o Polskim Portalu Akordeonowym na którym czuję się jak w domu. Jest to dla mnie pierwsze takie miejsce w którym można debatować na wszystkie tematy o akordeonie. Wymiana zdań jaka odbywa się na forum weryfikuje z dnia na dzień moje poglądy o akordeonie i akordeonistach. Jestem z tego najbardziej zadowolony. Wiem, że w takich miejscach jak www.forum.akordeon-portal.pl giną podziały na lepszych, gorszych, profesjonalistów, amatorów itd. Zachęcam wszystkich, by brali udział w dyskusjach i zadawali pytania. Zaletą jest anonimowość i równouprawnienie, co daje możliwość swobodnego wypowiadania się i otrzymania szczerych oryginalnych odpowiedzi o które niekiedy trudno na codzień.

 

Piotr Kostrzębski : Miło, że tak mówisz za co w imieniu całej naszej społeczności dziękuję. Mówisz, że nie ma idealnego systemu nauki gry na akordeonie. Ale przyjmijmy sytuację taką, że przychodzi do Ciebie uczeń, początkujący samouk, który już niestety nauczył się złych nawyków. Jakie w związku z tym dałbyś rady, jako akordeonista zawodowy, takiemu człowiekowi, czego unikać, jak ćwiczyć, co jest najważniejsze w tej początkującej akordeonistyce?

Jak ćwiczyć?

Maksymilian Pelczarski: Ćwiczyć należy „z głową”, aby nie marnować czasu tzn. pamiętać o celu i kontrolować czy został osiągnięty. Pamiętać, że najważniejsza dla akordeonisty jest muzyka, a nie elementy z których się ona składa. Uczyć się od innych i od siebie. Robić i słuchać swoich nagrań. Słuchać każdej muzyki. Grać każdy rodzaj muzyki. Zastanawiać się, co jest muzyką a co nie jest.

Polecam dużo grać w różnych miejscach, dla różnych ludzi i w różnych godzinach. Wypisać kilkadziesiąt różniących się miejsc w których można grać. Taką listę miejsc może zrobić każdy dla odświeżenia pamięci i uruchomienia wyobraźni. Można mnożyć przemyślenia wynikające ze zmiany miejsc i publiczności.

Czego należy unikać? Podczas gry unikać bólu, bo zdrowie jest najważniejsze. Z pewnością unikać złych ludzi, którzy często przychodzą wyłącznie po to, by popsuć nastrój, rozpraszać czy po prostu nas zdekoncentrować.

 

Piotr Kostrzębski To święte zasady, które mówisz. Sądzę, że powinny być przekazywane każdemu uczniowi przez profesora jednak większość nauczycieli koncentruje się na technicznym aspekcie wykonania utworu a zapomina o tym by uczeń kochał muzykę, by dążył do udoskonalania swojej techniki w oparciu o muzykę a nie doskonaleniu muzyki przez technikę. Ja zawsze powtarzam, że technika to tylko jeden z aspektów gry i aspektów oceny ucznia.

Marka i cena

Interesuje mnie jeszcze jeden aspekt naszego instrumentu, nad którym, tak debatujemy a jest nim marka oraz cena.

Przypomina mi się taka anegdota, jak to mały chłopiec chciał mieć akordeon i jego tata zabrał go na spacer po mieście w godzinach nocnych. Podchodzą nagle do sklepu muzycznego i tatuś wyjmuje pilnik i zaczyna piłować kłódkę do wejścia sklepu muzycznego. Synek pyta- tatusiu dlaczego piłujesz tą kłódkę, tatuś odpowiada- chcesz mieć nowy akordeon to siedź cicho…

Jest to może trochę przesadne ale porównując ceny akordeonów do np. gitary to jest to bagatelna różnica. Gabaryty akordeonu nijak nie mają się do gabarytów fortepianu czy też samochodu. Za kwotę nowego, dobrego instrumentu można sobie sprawić nowy samochód. O ile pamiętam najdroższy akordeon na świecie kosztował niegdyś 80 tys. Euro!

Firmy, które produkują instrumenty dla nas- akordeonistów stworzyły monopol co z pewnością sprzyja aktualnym cenom. Dużo uczniów chciałoby mieć super sprzęt z tak zwanymi ,,kominami”, convertorem itp. Jednak zwyczajnie rodziców nie stać na zakup takiego instrumentu. Jak Ty podchodzisz do tego tematu? Co takiego jest w tych instrumentach, że są aż tak drogie. W większości z nich przecież nie ma ręcznie robionych głosów, stroik jest strojony laserowo itp.

Jak to według Ciebie tak naprawdę jest, czy cena akordeonu zawiera w sobie również cenę konserwacji, jak stroi się te instrumenty współcześnie? Czy instrument, który kosztuje ok. 35 000 zł jest taki niezbędny dla ucznia, oczywiście według twojego, subiektywnego zdania

Maksymilian Pelczarski: Rozmawiałem nie raz o kosztach jakie muszą ponieść akordeoniści, aby zdobyć podstawowe narzędzie pracy. Ceny nowych akordeonów to jeden wielki horror. Porównując je do cen innych instrumentów jest to miażdżąca różnica na naszą niekorzyść. Wiadomo też, że koszty zakupu instrumentu dla uczniów ponoszą zazwyczaj rodzice.

W szkołach, liceach i na studiach muzycznych istnieje możliwość wypożyczania instrumentów ale powoli to zanika. Wiąże się to często z dzieleniem instrumentu na dwie osoby, co przysparza bardzo wiele problemów. Kolejną sprawą jest potrzeba podżyrowania takiego instrumentu związana z przejęciem odpowiedzialności. Na dodatek mało które szkolne instrumenty są w dobrym stanie.Będąc praktykiem, zadawałem sobie pytanie ile koncertów i w jakim czasie trzeba zagrać, aby kupno instrumentu się zwróciło.

Proponuję spróbować każdemu postawić się w sytuacji, w której musi oszacować ile to może potrwać. Podczas studiów byłem na spotkaniu z holenderskimi studentami akordeonu. Pytali nas, studentów między innymi o to jaki mamy zawód. Nie zrozumiałem ich pytania. Oczywiste dla mnie było, że akordeonista to zawód, jednak dla nich nie. Każdy z Holendrów miał jakiś interes z którego się utrzymywał, zaś akordeon był raczej hobby. To otworzyło mi szerzej oczy na zakup drogich instrumentów jakie zalecane były przez nauczycieli i zmieniło tym samym wizję finansowego utrzymywania się w zawodzie akordeonisty.

W szkołach mówiono mi jednak, by kupować drogie instrumenty, ćwiczyć wiele godzin dziennie, by zagrać egzamin semestralny na 25pkt. a może nawet wygrać jakiś konkurs. Mówiono o tym, że jakością sprzętu też można zdobywać przecież konkursowe punkty. Przyznaję, że była to dla mnie raczej smutna i frustrująca wizja niż motywacja do zakupu drogiego instrumentu. Koledzy posiadający już drogie instrumenty przyznawali się prędzej czy później do jakiegoś sponsora, najczęściej w postaci rodziców.

Wiadomo, że trudno jest wybiegać w przyszłość i przeliczać zwrot zakupu instrumentu. Akordeonista musi postawić sobie pytanie, jak taki zakup ma mu się zwrócić. Wspomnę o tzw. "zagranicy", ponieważ nauczyciele często motywują wychowanków wizją pracy za poza granicą Polski. Chcę zwrócić jednak uwagę na to, że akordeony drogie są również dla obcokrajowców i choć oni trochę więcej zarabiają jest to dla nich również duży wydatek.

Za co więc płacimy? Ceny akordeonów podyktowane są wieloma czynnikami: ręcznym wykonaniem, czasem produkcji, zastosowaną technologią, długością gwarancji danej przez producenta, renomą firmy z jakiej pochodzi instrument, specjalnymi życzeniami ze strony klienta odbiegającymi od standardu produkcji czy wreszcie dodatkami typu futerały, nagłośnienie, pasy, sposób wykończenia. Nie ma sensu rozpatrywać ceny akordeonu pod względem ilości materiałów z jakich jest zrobiony, ponieważ gdyby przeliczać go na drewno, plastik i metal itp., cena była by porównywalna do złomu (podobnie jak samochód nowy i złomowany). Niemało o cenie decydują dealerzy nakładający swoje marże.

Wiadomo, że prowizja sprzedawcy jest to bolesna część ceny jaką trzeba za instrument zapłacić i większość kupujących interesuje się jak to obejść. Można jednak samemu lub w grupie wybrać się prosto do wybranej fabryki akordeonów. Można zatelefonować umówić się z producentem, co pozwoli zweryfikować ceny podawane przez sprzedawców. Można również porównywać i śledzić ceny akordeonów za pomocą przeglądarki internetowej.

Podpowiem, że producenci instrumentów biorą pod uwagę przy sprzedaży status muzyka w branży. Im bardziej znany, popularny muzyk, tym większe szanse na upust przy zakupie. Konkursy i koncerty również mogą na to wpłynąć, lecz aby wygrać raczej trzeba mieć już dobry instrument. Nadzieje na to, że koncertowe akordeony stanieją to raczej mrzonki, rozwijać należy raczej rynek muzyczny, aby stał się bardziej sprzyjający dla akordeonistów. To pozwoli na szybszy zwrot zakupu instrumentów.

Uważam jednak, że wydatek 35 000 zł o jaki Piotrze mnie pytasz, to bardzo duża cena za pomoc naukową a kwota ta z pewnością mocno obciąża nawet zawodowców.