• Wszystko o akordeonie

  • Wywiady

  • Relacje z koncertów

  • Recenzje płyt

  • Sprzęt

Polski Portal Akordeonowy

akordeon.pl

MOTION TRIO: ABENTEUER KINO (KONCERT W POSTDAMIE)

11.03.2011 r.

 

alt

 

To już czwarty raz, gdy widzę Motion Trio na żywo. Potsdamski koncert zapowiadał się jednak szczególnie ciekawie ze względu na projekcję filmu niemego „Niezwykłe przygody Mister Westa w krainie bolszewików”, któremu „akompaniowali” muzycy tria. Natomiast w drugiej części wieczoru można było usłyszeć muzykę Michaela Nymana oraz autorskie kompozycje zespołu.

Zacznę od filmu. Niezwykłe przygody Mister Westa w krainie bolszewików jest przykładem sowieckiej propagandy filmowej z lat '20 dwudziestego wieku. Amerykanin Mr. West wraz ze swoim kompanem Jeddie odbywa podróż do kraju złych bolszewików. Sam zrozumiałem z fabuły mniej więcej tyle – napisy były wyświetlane tylko w językach rosyjskim i niemieckim, a niestety nie mogę pochwalić się ich znajomością. Obraz również nie pomagał mi w dojściu do tego o co w tym chodzi – wg mnie jest dość chaotycznym zlepkiem scen, które trudno mi było połączyć w jednolitą całość. Nie ukrywajmy jednak – nie sam film był tu najważniejszy, a muzyka.

Motion Trio jako taperzy spisali się dobrze. Muzyka składała się głównie z lekko zmodyfikowanych kompozycji zespołu [Cafe Paris, Chinatown, Pageant, Game Over...] oraz efektów pełniących funkcję ilustracyjną [tu wyróżniła się przede wszystkim imitacja odgłosu golenia twarzy brzytwą]; nie zabrakło również odwołań do znanych hitów muzyki akordeonowej [Flick flack] i rosyjskiego folkloru [fragment piosenki Kalina Krasnaja, którą zainteresował się także V. Siemionov tworząc na jej bazie dobrze znane akordeonistom wariacje; swoja drogą – wersja Motion Trio wydawała się być właściwie cytatem z wersji tego kompozytora]. Ogólnie całkiem wiernie odzwierciedlała wydarzenia na ekranie [czasem zbyt wiernie – zdarzeń kwitowanych glissandami było wg mnie zbyt dużo] i nieźle podkreślała żartobliwy klimat filmu.

W drugiej części koncertu dominowała muzyka Michaela Nymana [skupię się na samych wykonaniach; po więcej informacji o utworach odsyłam do mojej recenzji płyty Michael Nyman & Motion Trio dostępnej na portalu]. Akordeoniści rozpoczęli ją krótką uwerturą In Re Don Giovanni; jednym z kolejnych utworów było Trysting Fields - kompozycja spokojna, w której nieźle można zbudować napięcie – wszystkie starania zostały jednak zniszczone przez nadmierną egzaltację Janusza Wojtarowicza i w efekcie.. tupnięcie nogą w momencie kulminacji. Okazało się to jednak przedsmakiem tego co usłyszałem [i zobaczyłem] później. Po pierwszych dźwiękach od razu rozpoznałem kolejną kompozycję – moje ulubione Heart. Rozpoczęło się solo lidera zespołu i zarazem największy zawód jakiego [nie] mogłem się spodziewać – ze spokojnego, wręcz sakralnego wstępu idealnie wprowadzającego w dalszy ciąg utworu powstała jakaś ponura groteska. Dziwne, zbyt szybkie, chromatyczne przebiegi, wręcz klasterowe współbrzmienia [jak i wcześniej wspomniane tupanie (sic!)] zniszczyły cały klimat tego fantastycznego kawałka. Później było już lepiej, jednak ogólnie Heart zostało wg mnie zagrane zbyt agresywnie. Tego co dobre nie powinno się „poprawiać” - gorszego wykonania jeszcze wcześniej nie słyszałem i mam nadzieję, że nigdy nie usłyszę.

Wśród kolejnych utworów moją uwagę zwróciły trzy - Miranda, Carrousel i Silence. Dwa pierwsze to jednostajne dynamiczne kawałki, w których, jak uważam, najważniejsza jest mot[i]o[n]ryczność, a w wykonaniach, które usłyszałem pojawił się pewien chaos. Momentami wydawało się jakby muzycy chcieli się nawzajem „przekrzyczeć”, co powodowało, że te dwie, tak klarowne kompozycje stały się dla mnie nieczytelne. Silence zaś to kolejny utwór, który rozpoczęło solo Wojtarowicza – zaczęło się dużo lepiej niż to z Heart; dalej też zostało trochę „przekombinowane” [wprowadzenie jakiejś dziwnej, wesołej melodyjki to nie był dobry pomysł], ale już w mniejszym stopniu. Ogólnie wykonanie tego kawałka podobało mi się.

Żeby jednak nie okazać się totalnym malkontentem, muszę wspomnieć o rzeczach, które stanowią siłę Motion Trio zawsze i wszędzie – „sekcja rytmiczna” w postaci Pawła Baranka i Marcina Gałażyna oraz nagłośnienie ich koncertów. Precyzja obu panów jest niesamowita, natomiast zespół brzmi na żywo zawsze idealnie. Momentami bardziej, momentami mniej szczęśliwe użycie efektu pogłosu również zaliczam na plus. Niewątpliwą zaletą wydarzenia było samo miejsce, w którym się odbyło, czyli Nikolaisaal w Potsdamie.

Ogólnie koncert został fantastycznie przyjęty przez publiczność. Na bis muzycy zagrali Preludium e-moll Fryderyka Chopina w wykonaniu takim do jakiego zdążyli słuchaczy już przyzwyczaić; ten utwór zawsze będzie hitem. Występ zakończył się owacjami na stojąco, do których ja niestety tego dnia nie dołączyłem...

 


autor: Ryszard Lubieniecki