• Wszystko o akordeonie

  • Wywiady

  • Relacje z koncertów

  • Recenzje płyt

  • Sprzęt

Polski Portal Akordeonowy

akordeon.pl

RELACJA Z DNIA JEDNOŚCI KASZUBÓW

20.03.2011r.

 

alt

Kolejna, szósta już edycja Dnia Jedności Kaszubów jest już za nami. W Słupsku spotkali się miłośnicy kultury Kaszubów i akordeonu. Wspólnie z Łukaszem postanowiliśmy pojechać na pomorze i zobaczyć na własne oczy, jak wygląda ta impreza. Po zakończeniu DJK nie mieliśmy wątpliwości – naprawdę warto było pojechać!

 

Gdy tylko weszliśmy do budynku Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Słupsku, gdzie odbywała się impreza, poczuliśmy niespotykaną nigdzie indziej atmosferę. Przywitała nas kapela ubrana w prawdziwe kaszubskie stroje ludowe, która prezentowała regionalne utwory. Impreza była okazją do pokazania wyrobów kultury kaszubskiej, więc cały korytarz zapełniony był stoiskami, zza których Kaszubi oferowali swoje produkty. Impreza cieszyła się ogromną popularnością od samego rozpoczęcia, korytarz był wręcz zapchany ludźmi ciekawymi kultury kaszubskiej. Z trudem przecisnęliśmy się do głównej hali, gdzie oficjalnie rozpoczęto Dzień Jedności Kaszubów.

Część oficjalną rozpoczęło 5 chórów, które wspólnie odśpiewały hymn Dnia Jedności Kaszubów. Następnie publiczność przywitał organizator Marek Wantoch Rekowski i oddał głos przybyłym gościom.

altPo części oficjalnej na scenie występowali kaszubscy artyści oraz Paweł Nowak, znany akordeonista, którego pokaz umiejętności gry na akordeonie zachwycił zgromadzoną publiczność.

Korzystając z możliwości bliższego zapoznania się z kulturą kaszubską obejrzeliśmy stoiska i prezentowane na nich produkty. Można było spotkać tu dosłownie wszystko – drobne upominki, gadżety, koszulki, swetry, czy nawet moherowe berety, wypieki i inne produkty. Wszędzie można było spotkać rodowitych Kaszubów ubranych w swe stroje. Wszędzie było też słychać kaszubską muzykę grają głównie przez akordeonistów. Kapele składały się też z trębaczy, tubistów, a niektórzy grali na perkusyjnych instrumentach zwanych „diabelskimi skrzypcami”.

Wydaję mi się, że nie tylko my czekaliśmy na bicie akordeonowego rekordu. Słowo „akordeon” pojawiało się niemal w każdej rozmowie przechodniów. Na każdym kroku można też było spotkać akordeonistę niosącego swój instrument. Gdy zapoznaliśmy się dokładnie z kaszubskimi wyrobami oraz kupiliśmy pamiątki udaliśmy się do sali, gdzie Paweł Nowak przygotowywał akordeonistów do bicia rekordu.

To, co przeżyłem podczas prób i podczas samego bicia rekordu pozostanie w mojej pamięci do końca życia. Przede wszystkim panowała tam fantastyczna atmosfera. Większość zgromadzonych była amatorami, więc w powietrzu wręcz unosiła się miłość do tego instrumentu. Na konkursach, wśród „zawodowców” najczęściej panuję ostra rywalizacja, każdy czeka na potknięcie rywala. Do tego każdy denerwuje się przed swoim występem. Tutaj każdy pilnie ćwiczył, wszyscy słuchali się rad Pawła Nowaka. Co ciekawe kiedy Paweł ogłaszał przerwę dźwięk akordeonu nie milkł. Zgromadzeni grali wtedy w swoich grupkach rozmaite utwory i ćwiczyli te fragmenty utworów, które im nie wychodziły. Nie istniały żadne podziały na zawodowców, amatorów, młodszych, czy starszych – warto tu nadmienić, że najmłodszy uczestnik miał co najwyżej 5 lat, a najstarszy pewnie grubo po sześćdziesiątce. Gdy ktoś nie wiedział, jak dane miejsce zagrać zwracał się o pomoc do kolegi siedzącego obok.

Warto było przyjechać na Zjazd także ze względu na akordeony. Widzieliśmy prawdziwe akordeonowe cuda. Spotkaliśmy wielu pasjonatów akordeonu, którzy w swojej kolekcji mają perełki. Jednym z nich jest pan Zenon, który ma w swojej kolekcji kilkadziesiąt akordeonów, a na zjazd przywiózł ze sobą trzy akordeony Scandalli z półksiężycową klawiaturą. Udało nam się nawet na nich pograć – to było coś niesamowitego. Widzieliśmy też fantastyczną guzikówkę ze złotą galeryjką. Były chyba wszystkie modele Weltmeisterów – od S5, przez Stelle, Diane, po Meteora. Były Delicje, Ballone Burini, Hohnery, pojawiła się zabytkowa Ukraina, a nawet nowy Pigini. Każdy mógł tu znaleźć coś dla siebie i podziwiać ludzi, którzy mają tak wspaniałe akordeony wręcz w idealnym stanie.

alt

Akordeony Scandalli z kolekcji pana Zenona.

 

W końcu przyszedł czas na pobicie rekordu. Na środku hali siedzieli akordeoniści, którzy byli dopingowani przez tłum stojący dookoła. Oby dwa utwory – „Od błotka do błotka” oraz „To je nasza ziemia” zostały nagrodzone gromkimi brawami. To naprawdę niesamowite uczucie uczestniczyć w jednoczesnej grze na akordeonie ponad dwustu osób. Każdemu polecam takie doświadczenie. Po „koncercie” akordeonistów przyszedł czas na podziękowanie dyrygentowi Pawłowi Nowakowi w oczywisty dla każdego akordeonisty sposób – zagraniem „Sto Lat”.

 

Sam Paweł specjalnie dla Polskiego Portalu Akordeonowego opowiedział o swoich przemyśleniach odnośnie DJK:

Uważam, że zarówno pod względem muzycznym jak i organizacyjnym był to najlepszy DJK. Pomimo, że frekwencja akordeonistów tym razem nie była tak pokaźna jak na ubiegłorocznej imprezie w Kartuzach, to wytworzyła się niezwykle pozytywna atmosfera pomiędzy akordeonistami. Prawdopodobnie także przez frekwencję lepiej prowadziło mi się próby tej wielkiej orkiestry. Akordeoniści byli zdyscyplinowani jak nigdy. Mam wrażenie, że muzycy, biorący udział w biciu rekordu od samego początku przeszli przez te 6 lat pewnego rodzaju "uprofesjonalnienie" (myślę tu o akordeonistach amatorach). Cała impreza to naprawdę wyjątkowe przedsięwzięcie, które daje niecodzienną możliwość zagrania w potężnej orkiestrze. Jest to też okazja do komfrontacji amatorów z zawodowcami.

To dla mnie wielka przyjemność a także zaszczyt, że mogę od początku uczestniczyć w tym wydarzeniu pracując z potężną grupą wspaniałych akordeonistów.

 

Niestety rekord tym razem nie został pobity. W jednoczesnej grze uczestniczyło „tylko” 204 akordeonistów. Wszyscy uczestnicy obiecali jednak, że w przyszłym roku dołożą wszelkich starań, aby namówić do uczestnictwa większą liczbę osób i pobiją rekord. Ja wiem jedno – stałem się fanem zjazdu i w przyszłym roku również będę obecny na Dniu Jedności Kaszubów.

alt

Akordeoniści podczas bicia rekordu. fot. Hania Potraca

 

alt

Cały wyjazd dał mi wiele do myślenia. Często mówimy o tym, by „zmieniać oblicze akordeonu”, aby nie był on kojarzony wyłącznie z biesiadą. Takie wydarzenia, jak Dzień Jedności Kaszubów nieco zaprzeczają naszemu celowi. Nikt nie grał tu wielkich utworów Bacha, czy dzieł Zołotariewa. Wszyscy grali muzykę ludową, ale w sposób tak niezwykły, że nie można było przestać słuchać. Miłość do akordeonu zwyciężyła nad walorami artystycznymi. To co, że ktoś się gdzieś pomylił – nigdzie na konkursach nie zobaczycie grupek ludzi grających bez przerwy na akordeonie i śpiewających, uśmiechniętych słuchaczy, akordeonistów chodzących po całej hali ze swym ukochanym instrumentem i wesoło przygrywających. Ci ludzie posiadają coś, co w muzyce jest najważniejsze – potrafią czerpać przyjemność i radować się z każdego dźwięku wydobywającego się z akordeonu. Uważam, że tacy ludzie są potrzebni akordeonowi w takim samym stopniu, jak akordeon potrzebny jest im. Cytując Piotra Kostrzębskiego „Niech akordeon dąży do profesjonalizmu, niech się wybije z tej „biesiady”, ale nie kosztem ludzi chcących grać tylko biesiadę”.

 


Autor: Mateusz Doniec