• Wszystko o akordeonie

  • Wywiady

  • Relacje z koncertów

  • Recenzje płyt

  • Sprzęt

Polski Portal Akordeonowy

akordeon.pl

FESTIWAL W KOTLINIE DOBIEGŁ KOŃCA - WYWIAD Z JANUSZEM BARAŃSKIM

16.11.2011r.

 

 

Festiwal w Kotlinie dobiegł końca. Przez kilkanaście dni wielbiciele muzyki akordeonowej mieli możliwość obcowania z muzyką akordeonową na najwyższym poziomie. Sale na każdym koncercie były wypełnione po brzegi, artyści zagrali fantastycznie – jednym słowem festiwal był bardzo udany. Redaktorzy Polskiego Portalu Akordeonowego Mateusz Doniec i Łukasz Mirek byli obecni na zakończeniu festiwalu – Jesiennej Biesiadzie Akordeonowej i przeprowadzili wywiad z organizatorem festiwalu, panem Januszem Barańskim.

 

 

Polski Portal Akordeonowy: Jan ocenia Pan tegoroczny festiwal?

Janusz Barański: Przede wszystkim trzeba się zapytać o to widzów. Według mnie od początku, czyli od pierwszego koncertu w kościele, gdzie dwóch młodych ludzi zagrało muzykę bałkańską, Ariela Ramireza, który pokazał jak się gra na bandoneonie, przez klimaty francuskie, które przeniosły nas pod Wieżę Eiffla, kino, które przeniosło nas na Kubę aż po dzisiejszą biesiadę festiwal pokazał, że ludziom potrzebna jest sztuka i muzyka. Tworzenie festiwalu polega na tym, żeby pokazać ludziom wszystko, albo prawie wszystko to, co jest w muzyce akordeonowej i to nam się w tym roku udało.  

 

PPA: Na Portalu jest opisana historia powstania festiwalu, natomiast nie wiemy, skąd wziął się pomysł na powstanie?

JB: Wszystko zaczęło się od dzieci i młodzieży. Kiedyś z dziećmi koncertowaliśmy w różnych miejscach Polski i ludzie znali tylko naszą muzykę. Chcieliśmy pokazać, co dzieje się w świecie akordeonu. Chcieliśmy też zaprzeczyć konkursom, festiwalom, podczas których spotyka się jury, grają fantastyczne dzieci i nikt tego nie słyszy. Spotkałem się z wieloma takimi festiwalami, niektóre z nich trwają do dziś. Nie mówię tu o Przemyślu, bo musi być parę takich konkursów, w których można się ścigać, ale przede wszystkim wyjdźmy z domu pokazać akordeon ludziom. Akordeon był w naszych domach, grali na nim nasi pradziadkowie, dziadkowie, rodzice. Grali inaczej, niż dziś i chodzi o to, aby pokazać tę inną muzykę. Dla kogo jest festiwal? Dla ludzi. Nie dla koneserów, czterech panów z tytułami profesorskimi, którzy są bardzo ważni i których ja szanuję całe życie.

 

PPA: Który z artystów wywarł na Panu największe wrażenie?

JB: Największe wrażenie wywarł na mnie Ariel Ramirez. Człowiek, który od 10 roku życia żyje z bandoneonem i muzykę wyssał z mlekiem matki. Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie na całym świecie chwalą swoją muzykę ludową, a my Polacy nie potrafimy wypromować swojej.

 

PPA: Jak rozpoczęła się Pana przygoda z akordeonem?

JB: Moja prywatna przygoda? Gdy miałem 10 lat zapisałem się do klubu piłkarskiego Victoria Jarocin. Trenerem tego klubu był przyjaciel ojca i kiedy na treningu piłka mnie przewróciła, choć wszyscy myśleli że ja ją odbiłem głową, powiedział o tym mojemu tacie. Niestety nic nie zapowiadało, że zostanę piłkarzem i tata postanowił, że nie będę chodził na treningi. W domu strasznie płakałem, chciałem grać w piłkę. Tata powiedział, że jak przestanę płakać kupi mi akordeon. Kilka dni później przywiózł mi Kujawiaka z Bydgoskiej Fabryki. Nigdy nie lubiłem tego instrumentu. Kiedy poszedłem do średniej szkoły muzycznej grałem na siłę, po pierwszym roku niewiele brakowało, abym wyleciał. Dopiero pod koniec nauki, w 6 klasie byłem jednym z najlepszych uczniów. Kiedy polubiłem akordeon? W wieku 22 lat, kiedy zacząłem uczyć i zakładać pierwsze zespoły.

 

PPA: Co Pan robi poza festiwalem?

JB: Na co dzień uczę dzieci gry na instrumencie. Prowadzę zespoły akordeonowe, chór oraz agencję artystyczną, która organizuje koncerty w Polsce. Co ciekawe do założenia agencji „zmusili” mnie sami muzycy, którzy widząc organizacje festiwalu mówili „Janusz, wszędzie chcemy mieć tak fajnie, jak tutaj. Przyjeżdżamy i mamy wszystko, co nam potrzeba”. Staram się, aby podczas koncertów zadowolona była publiczność, ale też sami muzycy.

 

PPA: Jaka jest przyszłość festiwalu?

JB: Przyszłość jest taka, jak muzyka akordeonowa. Będziemy promować wszystko to, co jest dobre i wszystko to, co jest inne, różnorodne. Festiwal jest po to, by pokazywać różne nurty muzyki akordeonowej, pokazać przez dwa tygodnie to, co się dzieje w naszym akordeonowym świecie. Tworzymy muzykę dla ludzi. Zawsze będziemy promować rzeczy, które są autentyczne, czasem dziwne – gdy przyjechali profesorowie Olczak i Jurek grali muzykę tak współczesną, że ludzie pytali, czy oni się dopiero stroją, czy próbują, o co tutaj chodzi? Warto powiedzieć, że ludzie przez te kilkanaście lat poznali się na muzyce akordeonowej. Potrafią odróżnić autentyk od udawania. Wychodzi zespół, który gra muzykę argentyńską i on nie może udawać, akordeoniści grają muzykę klubową, robią to autentycznie i ludzie, choć nigdy tego nie słyszeli czują, że to jest fajne. Dalej będziemy pokazywać to, co jest dobre.

 

PPA: Dziękujemy bardzo za wywiad i gratulujemy wspaniałego festiwalu.

JB: Również dziękuję.

 


Wywiad przeprowadzili: Mateusz Doniec i Łukasz Mirek