• Wszystko o akordeonie

  • Wywiady

  • Relacje z koncertów

  • Recenzje płyt

  • Sprzęt

Polski Portal Akordeonowy

akordeon.pl

Ewa Bieżan wspomina swojego ojca

04.03.2015r.
 

Włodzimierz Bieżan zmarł w 1998 roku. Nie było wtedy mowy o czasopiśmie internetowym, nikt nie spisał wspomnień polskiego czarodzieja akordeonu. Na szczęście wciąż żyją osoby, które mogą nam opowiedzieć o jednym z najlepszych polskich akordeonistów XX wieku. W poruszającej rozmowie Ewa Bieżan wspomina swojego ojca. 


W jakich okolicznościach Włodzimierz Bieżan zainteresował się akordeonem?

Tata był w wojsku od dwunastego roku życia. Jego tata był zawodowym wojskowym, ale w książeczce wojskowej dziadka jest wpis, że w cywilu był muzykiem. Mam zdjęcie dziadka z trąbką,  był trębaczem sztabowym, miał medal za wojnę z bolszewikami. Tak więc mój Tata trafił do orkiestry wojskowej. Był zawodowym wojskowym, doszedł do stopnia st. sierżanta. W 1938 skończył konserwatorium w Katowicach wydział dla orkiestrantów wojskowych. Był waltornistą, poza tym grał na fortepianie (nawet uczył). Gdy wybuchła wojna był z babcią w Warszawie. Babcia mieszkała na Marymoncie, tata był w wojsku, w 21. pułku,  który stacjonował na cytadeli. Zaczął grać na akordeonie, trzeba było jakoś zarabiać na życie.  Poza tym był w Szarych Szeregach, AK, w komendzie dywersji. 

 

Czy Tata potrafił odnaleźć się w powojennej rzeczywistości?

Ujawnił się na fałszywych dokumentach. Dużo grał, koncertował. Współpracował z Z. Karasińskim, J. Cajmerem. Mam całą masę zdjęć i plakatów. Tata praktycznie występował w całej Polsce. Ale wojna, rozgoryczenie było w Nim przez całe życie... czasem zastanawiam się jak mógł tworzyć tak pogodną muzykę po tym, co przeżył... 

Tata kiedyś opowiadał,  że miał wszystkiego dość.  Było na tyle źle,  że rozgryzł ampułkę z cyjankiem potasu. To była pozostałość po wojnie. Żołnierze z oddziału, w którym był tata dostawali truciznę na wszelki wypadek. Chodziło o to aby nie zdradzić oddziału w razie aresztowania. Cyjanek nie zadziałał, Tata przeżył. Potem zastanawiał się kto dostarczył nieskuteczną truciznę. 

 

Często nie było go w domu? Jak czuje się córka koncertującego artysty?

Ojciec całe życie koncertował, wyjeżdżał i wracał o różnych porach. Tak samo było, gdy Tata był z pierwszą żoną i urodził się im syn. Myślę, że Andrzejowi to tak samo nie przeszkadzało jak i mnie. Dla nas to była norma, tak samo jak niezbędnym sprzętem w domu było pianino. Nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej.... Moja mama uczyła się śpiewu, występowała razem z tatą. Ja z nimi na te koncerty jeździłam, bywało, że grali i 6 imprez w ciągu dnia. Nigdy nie zastanawiałam się nad innym życiem. Może dlatego, że innego nie znałam. Moja córka wychowała się w teatrze, jeździła ze mną na różne koncerty, potem przez 3 sezony grała na scenie. Teraz jest w szkole aktorskiej. Dla nas właśnie takie życie jest normalne. Telefon dzwoniący o 22 też. O tej porze artyści wracają z pracy do domu. Pamiętam jak tata grał w Grand Hotelu w Warszawie. Czekałyśmy z mamą na Jego powrót. Zawsze przynosił coś pysznego do jedzenia. A to był początek lat siedemdziesiątych....

 

Czy Państwa dom był miejscem spotkań artystów?

Był, ale nie tylko artystów. Pamiętam spotkania akowców, kolegów z oddziału taty. Tata pisał wspomnienia, na spotkaniach były odczytywane. W domu była muzyka i wojna, Powstanie Warszawskie... Gdy tata odwoził mnie do szkoły na Miodową opowiadał o walkach na starówce. Gdy na Długiej nagrywał płytę opowiadał o szpitalu powstańczym zlikwidowanym przez Niemców...

 

Czy w swojej twórczości też starał się wspominać wojnę, czy była to odskocznia od bolesnych wspomnień?

Tworzył głównie mozaikę rozrywkową, pogodną i radosną.  Lubił grać klasykę, grał Bacha, Rachmaninowa, Chopina. Zawsze powtarzał, że gdyby nawet na widowni siedział tylko jeden człowiek, to dla niego trzeba zagrać i dać z siebie wszystko. Opowiadał mi jak trzeba oddychać razem z instrumentem, zgodnie z muzyką aby tchnąć w nią życie. Nie tolerował przeciętności. Gdziekolwiek grał musiało być dobrze, porządnie i z sercem.

 

Domyślam się, że był wymagającym ojcem?

Był wymagający, chciał abym grała na fortepianie. Nie lubiłam tego instrumentu! Po egzaminie, który kiepsko mi poszedł zaproponowano mi zmianę instrumentu. Ja z radością wykrzyknęłam, że chcę perkusję. Tata był zły i chciał mnie posłać na altówkę. Byłam bardziej uparta...

 

Był ojcem wymagającym, ale i kochającym. Skomponował dla Pani "Walczyk dla Ewuni". W jakich okolicznościach powstał ten utwór?

Tego nie wiem.... Tata pisał utwory dla najbliższych: "Polka Andrzejka ", "Ruda Hanka", "Czekamy na Ewę ". Nie wszystko z dzieciństwa pamiętamy...

 

Jakie były jego relacje z prof. Puchnowskim?

Trudno mi cokolwiek powiedzieć na ten temat. Nie pamiętam wspólnych spotkań, ale nazwisko profesora było mi znane. Panowie zajmowali się inną działalnością.  Mój tata nie lubił uczyć, to nie było jego powołaniem. Prof. Puchnowski chciał napisać o moim tacie. Był u mnie w domu, udostępniłam trochę materiałów. Mam plakaty z koncertów,  nawet z lat pięćdziesiątych, całą masę zdjęć, prawdę mówiąc ciężko mi to ogarnąć. Wszystko jest popakowane w transportera i schowane w szafach. Prof. Puchnowski powiedział mi, że mój Tata koncertował również w Stanach Zjednoczonych. Ja o tym nie wiedziałam, ale ja urodziłam się właściwie u schyłku kariery Taty....

 

Często opowiadał o swojej karierze?

Nie. W sumie mało... były momenty.  Żałuję, że byłam zbyt młoda na te wszystkie rozmowy. Im jestem starsza mam więcej pytań, więcej wiem, pewne fakty i zdarzenia nagle składają się w całość. Tata miał nawyk z konspiracji, nie mówił zbyt dużo...

 

Czy do końca życia grał na akordeonie?

W 1978, lub w 9 nagrał ostatnią płytę. Później jeszcze koncertował, jeździł na audycje szkolne, grywał na spotkaniach kombatantów. Pamiętam, że miał jakiegoś ucznia. Śmierć Andrzeja, mojego brata załamała Tatę. Trochę jeszcze grał, ale coraz mniej. Niestety nie skomponował nic dla mojej córki, chociaż Go prosiłam.

 

Czy pan Włodzimierz miał jeden akordeon, czy grał na kilku? 

Miał piękny włoski instrument. Sprzedał go na krótko przed śmiercią. Człowiek, który kupił akordeon oszukał Tatę. Potem dość szybko zmarł, a wdowa po nim sprzedała akordeon Januszowi Potkańskiemu.  Czy ma go do tej pory nie wiem.... Tata miał jeszcze niemiecki akordeon, ale nie brzmiał tak pięknie.

 

Moje ostatnie pytanie - Włodzimierz Bieżan oczami córki. Jak Pani scharakteryzowałaby Tatę?

Genialny muzyk, czasem gdy tęsknię słucham Jego nagrań, wielki patriota, ale przede wszystkim człowiek, którego dusza nie mieściła się w ciele. Andrzej był taki, jak Tata. Teraz patrząc na Maksymiliana, syna Andrzeja widzę, że jest taki sam. Ja też jestem stuprocentowym Bieżanem, moja Córka też.  Takie geny :)

 


Wywiad przeprowadził: Mateusz Doniec